Droga Redakcjo!
    Parę miesięcy temu znalazłam na stronach z ogłoszeniami informację o firmie MANDAGAZ. Przekonała mnie fotografia tarocisty Ryszarda Zawadzkiego (budził zaufanie) i wybrałam się do Niego. Miałam wiele problemów natury psychicznej. Po rozwodzie trudno mi było się pozbierać. Zwłaszcza, że mąż po 20. latach niespodziewanie oświadczył, że odchodzi, bo zakochał się w swojej nowej księgowej (był prezesem sporej firmy i nieźle zarabiał).
    Najpierw próbowałam tłumaczyć, perswadować, bo uważałam nasz związek za udany i partnerski. (...) Osóbka była młodsza od niego o 15 lat, miała małe dzieci 5. i 2. latka. Zostawiła je mężowi i zamieszkała razem z moim mężem w wynajętej kawalerce blisko firmy. Po trzech tygodniach mąż wrócił do domu. I wtedy zaczęło się moje piekło. Telefony od niej i jej znajomych. „Ty taka i owaka stara..., my cię załatwimy. Są jeszcze sposoby. Ty się nie pozbierasz. Załatwimy cię czarną magią.” Śmiałam się z tego początkowo. A potem zaczął się splot dziwnych zdarzeń. Zaczęłam słabnąć. Wylądowałam w szpitalu wprost z ulicy. Badania nic nie wykazały, a ja słaniałam się na nogach. (...)
  
Kiedy leżałam w szpitalu, księgowa znów zaopiekowała się mężem. Po powrocie do domu już nie chciałam o niego walczyć. Syn powiedział: jak jest taki głupi, niech idzie. Przecież babie chodzi tylko o jego portfel, a nie o niego. Ty mamo weź się za siebie!
  
Wtedy opowiedziałam mu o tych telefonach, pogróżkach. Na drugi dzień przyniósł mi Wasz miesięcznik. Okazało się, że matka jego dziewczyny jest Waszą stałą Czytelniczką. Pożyczyła mi stare numery... Zrozumiałam, że to nie żarty, że takie działania są możliwe i że są osoby, które świadomie czynią zło i krzywdzą innych na odległość, poprzez działanie energetyczne.
  
Mimo to chciałam jakiegoś potwierdzenia. Dlatego wybrałam się do Mandagazu do pana Ryszarda Zawadzkiego. Początkowo wydał mi się zbyt oficjalny i zasadniczy. Jednakże po rozłożeniu kart i zadanych przeze mnie pytaniach, wyraźnie się zatroskał. „Bez wątpienia zastosowano wobec pani czarną magię. Ja tu nic nie pomogę. Polecam moją koleżankę, też tarocistkę, ale ona zajmuje się jeszcze uwalnianiem od takich paskudztw.”
  
Tak trafiłam do pani Sandry. W czasie pierwszego seansu – zapytałam, gdzie ja jestem. Wydawało mi się, że „odleciałam”. W trakcie rytuału miałam najpierw wrażenie, jakby pani Sandra wyrywała coś z okolicy mojego serca i z tyłu szyi. Popłakałam się, a potem zrobiło mi się bardzo lekko. Po trzech seansach stałam się innym człowiekiem. Zmieniłam fryzurę, makijaż, styl ubierania się. Wróciła mi wiara w siebie, chęć do życia. Szlifuję język francuski. Nie mam koszmarnych snów, nie mam „miękkich”, bezwładnych nóg, nie słabnę na ulicy.
  
Zmieniłam nie tylko swój styl ubierania i życia, ale nawet zamieniłam mieszkanie, byle być jak najdalej od wspomnień. (...) Chciałam bardzo gorąco podziękować panu Ryszardowi Zawadzkiemu i pani Sandrze oraz Wam za to, że uświadamiacie, iż w XXI wieku też możliwe są „złoczynne działania” rodem ze średniowiecza, a Wy podpowiadacie jak się przed nimi chronić i bronić oraz informujecie o ludziach, którzy świadczą taką pomoc.
Jadwiga Z. z Warszawy

 

 

Droga Redakcjo!
    Chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować za zaprezentowanie na Waszych łamach terapeutki Małgorzaty Worsztynowicz i serii jej preparatów „AURA”. Byłam jej klientką parę lat temu i bardzo mi pomogła. Po wyjeździe do Niemiec straciłam z Nią kontakt, bo i ona przeniosła się z Siedlec do Warszawy, więc mój list o poradę wrócił do Essen.
  
Jednakże dzięki „Czwartemu Wymiarowi”, który prenumeruję od 6 lat, odnalazłam panią Małgosię i wysłałam do niej moją mamę, która cierpiała na obrzęki nóg, a na dodatek stwierdzono u niej osteoporozę.
  
Zastosowana przez panią Worsztynowicz terapia oraz kąpiele w jej solach i wcieranie preparatów do odbudowy kości i serum do nóg dały zdumiewające rezultaty. Po trzech miesiącach mama zakłada buty, których nie nosiła od roku, chodzi, a nawet zatańczyła na ślubie mojego siostrzeńca, a swego wnuka. Minęło jej także tzw. „darcie w kościach”. (...)
  
Propaguję Was i preparaty pani Worsztynowicz wśród znajomych. Sama korzystam ze wspaniałego serum do twarzy i szyi. Cieszę się, że jesteście. Macie coraz więcej czytelników w Niemczech. Tak trzymajcie i piszcie jak najwięcej o naturalnych terapiach oraz niezwykłych miejscach i zjawiskach.
Karolina Z.-W.